Aktualności

1 grudnia 2019

Kierowca GAiT i defibrylator. Bohaterowie nie drugoplanowi

Mam defibrylator i nie zawaham się go użyć – tak w skrócie opisać można postawę Arkadiusza Guenthera, kierowcy GAiT z 14 – letnim stażem. – Śmieją się już, że takie sytuacje przyciągam jak magnes – mówi pan Arek. Niecodzienną historią z udziałem kierowcy GAiT podzielił się z nami pan Marek Zygmunt.

 

 

Pętla Łostowice – Świętokrzyska. Na przystanku statyści i gapie. Kolejny dubel. Kamera. Akcja! Scena udzielenia pierwszej pomocy w przypadku zatrzymania krążenia. Nagle na plan wbiega mężczyzna. – W czym ci pomóc? – pyta osobę, która reanimuje mężczyznę leżącego na chodniku. Chwila konsternacji i … gromkie brawa.

 

 

Nie bój się pomóc
– Na początku nie wiedzieliśmy, co się dzieje, ale po chwili, my zorientowaliśmy się, że on jest kierowcą autobusu, a on, że jest na planie filmowym materiału szkoleniowego – relacjonuje Marek Zygmunt, reżyser filmu. – Postuluję o uhonorowanie tego kierowcy. Za postawę, która wpisuje się w hasło naszego materiału – „Nie bój się pomóc” – dodaje.

 

– To była chwila. Wjechałem właśnie na pętlę i widzę mężczyznę leżącego na przystanku, któremu ktoś udziela pomocy. Wokół pełno ludzi. Pomyślałem – Mam defibrylator, trzeba pomóc – mówi pan Arek. – Wszystko wyglądało bardzo autentycznie. Chwilę zajęło mi zrozumienie, co tak naprawdę się wydarzyło.

 

– W Gdańsku postawy obywatelskie są dostrzegalne w działaniach i zaangażowaniu mieszkańców. I ta sytuacja jest tego dowodem – podsumowuje pan Marek Zygmunt, który jest także przewodniczącym Rady Dzielnicy Aniołki.

 

Materiał, na plan którego niespodziewanie dołączył pan Arek, kręcony był dla projektu „Na układy są rady” – akcji społeczno-edukacyjnej, którą organizuje COPERNICUS Podmiot Leczniczy Sp. z o.o.

 

 

Bohater z przeszłością
Pan Arek to, bohater „z przeszłością”. Na koncie ma wiele dobrych uczynków. Pomoc niósł już niejednokrotnie. Dotychczas poza planem filmowym 😊
Przypomnijmy, to on w 2016 roku zatrzymał autobus wypełniony pasażerami i udzielił pomocy mężczyźnie, który w kałuży krwi leżał przy drodze. I prawdopodobnie uratował mu życie. Choć dla niego było to czymś oczywistym, i jak mówi – nie mógł zachować się inaczej, takim oczywistym już dla innych nie było. Przed panem Arkiem trasą tą przejeżdżało wiele innych samochodów – nikt się nie zatrzymał i nie wezwał karetki.

 

 

Jesteśmy z nich dumni
Co ważne, Pan Arek nie jest jedynym z załogi GAiT, który nie boi się pomóc. Kierowcy i motorniczowie GAiT wielokrotnie już nieśli pomoc, gdy podczas kursu – na ulicy, czy przystanku dostrzegli osobę potrzebującą wsparcia. Tamowali krwotoki, nieśli pomoc osobom w ataku padaczki, pomagali do czasu przyjazdu pogotowia. Ale było i tak, że autobus miejski podjeżdżał wprost pod drzwi szpitala – kierowca nie tracąc czasu odwiózł tam kobietę, która straciła przytomność.

Na swoim koncie kierowcy i motorniczowie mają też obywatelskie interwencje. Z powodzeniem brali udział w akcjach poszukiwania osób zaginionych, w tym niepełnosprawnego chłopca, czy starszej kobiety. Interweniowali, gdy para kompletnie pijanych rodziców podróżowała z małym dzieckiem, gdy za kierownicą samochodu siedział kierowca pod wpływem alkoholu (jak się później okazało z 2 promilami alkoholu w organizmie i bez żadnych uprawnień do kierowania).
Jesteśmy z nich dumni!