Aktualności

08 października 2018

Szkolenia dla superbohaterów

Użycie defibrylatora AED do reanimacji osoby poszkodowanej zwiększa jej szanse na przeżycie o 75 proc., pod warunkiem że sprzęt zostanie użyty w ciągu kilku minut od zatrzymania krążenia. Dlatego spółka Gdańskie Autobusy i Tramwaje nie tylko umieszcza defibrylatory w pojazdach, ale i szkoli swoich pracowników, by w sytuacji krytycznej mogli sprawnie z nich korzystać. Kolejne takie szkolenie odbyło się 5 października.

 

Fot. D. Paszliński/gdansk.pl

 

 

 

Potrzeba przeszkolenia pracowników GAiT wynika z kilku powodów. Pierwszy to modernizacja tramwajów N8C – w każdym z nich zostanie umieszczony defibrylator AED. Do końca roku będzie ich kilkanaście. Drugi to oczekiwany w grudniu-styczniu przyjazd do Gdańska nowych tramwajów Pesa Jazz Duo, również z defibrylatorami. A kolejny to przyszłoroczna dostawa 46 nowych autobusów, które także będą mieć defibrylatory na pokładzie. Docelowo chcemy, aby każdy gdański tramwaj i autobus był wyposażony w urządzenie ratujące życie.

 

 

 

Fot. GAiT

 

 

 

– Naszym priorytetem było to, aby defibrylatory były jak najbardziej skuteczne i intuicyjne w obsłudze. Bardzo istotnym i pomocnym elementem dla nas była możliwość zdalnego monitorowania i kontroli wszystkich defibrylatorów przez system, który nadzoruje wyznaczony pracownik. Dlatego zdecydowaliśmy się na nowoczesny model defibrylatora LIFEPAK CR2 i dzięki temu cały czas mamy informację o tym, co dzieje się z naszymi urządzeniami – mówi Maciej Lisicki, prezes GAiT.

 

 

 

Korzystanie z urządzenia jest bezpieczne i dla ratownika, i dla poszkodowanego. Defibrylator sam automatycznie analizuje pracę serca w ciągu kilku sekund, jeśli serce bije chaotycznie, aparat „rekomenduje” wstrząs terapeutyczny i „prowadzi” akcję ratowniczą; jeśli urządzenie nie wykryje takiej potrzeby, nie poda wstrząsu terapeutycznego, ale podpowie dalsze działania.

 

 

Do tej pory przeszkolono już ponad 200 pracowników GAiT.

 

 

 

 

 

Bohaterowie za kierownicą

 

 

– Motorniczowie i kierowcy już niejednokrotnie ratowali życie pasażerom i ludziom na ulicy. Teraz naszym zadaniem jest wyposażenie naszych superbohaterów w stosowny sprzęt – dodaje Maciej Lisicki.

 

 

Przykładów bohaterskiej postawy pracowników Gdańskich Autobusów i Tramwajów jest naprawdę dużo. Na przykład, pan Karol Mielnik, który 1 listopada ubiegłego roku zatrzymał tramwaj wypełniony pasażerami i udzielił pomocy starszemu mężczyźnie, który nieprzytomny, w kałuży krwi, leżał na przystanku Brama Wyżynna.

 

 


Fot. D. Paszliński/gdansk.pl

 

 

– Zatrzymałem tramwaj. Na przystanku leżał nieprzytomny mężczyzna. Było tam sporo ludzi, ale przechodzili obojętnie obok leżącego. Kiedy podbiegłem bliżej zobaczyłem, że starszy pan ma zakrwawioną głowę. Sprawdziłem puls, wezwałem pogotowie przez naszą centralę ruchu. Na przystanku pomagała mi tylko jedna pani, która okazała się pielęgniarką – mówi Karol Mielnik.

 

 

 

 

To nie pierwsza akcja ratowania zdrowia czy życia pasażerów w gdańskiej komunikacji miejskiej. 5 września 2017 roku pod drzwi szpitala w Gdańsku podjechał autobus miejski linii 283. Okazało się, że w pojeździe jest pasażerka, która straciła przytomność kilka minut wcześniej. Kierowca nie czekał na przyjazd karetki. Postanowił działać i odwieźć samodzielnie pasażerkę na izbę przyjęć. Do zdarzenia doszło między przystankami Szpital Zakaźny a Jarowa.

 

 

 

– Widziałem, jak ta Pani wchodziła do autobusu przy pomocy kul, przy przystanku Centrum Medycyny Inwazyjnej. Nie minęły dwie minuty i kobieta straciła przytomność. Miałem dwa wyjścia: dzwonić po karetkę i czekać lub zawieźć panią prosto do szpitala. Dobrze, że był niedaleko. Nie zastanawiałem się ani chwili i ruszyłem prosto pod drzwi. Jeden z młodszych pasażerów został, że tak powiem wytypowany do sprawdzenia, czy pani oddycha i do przytrzymania jej głowy. Ruszyłem prosto do szpitala, całe szczęście, że był blisko. Mogę powiedzieć, że zdziwienie pana ochroniarza było ogromne. Myślałem, że będzie jakiś problem, ale nic z tych rzeczy – od razu podbiegli ratownicy i zabrali panią do środka. Ja natomiast wróciłem na swoją trasę i kontynuowałem kurs – mówi pan Maciej, kierowca autobusu.

 

 

W lipcu zeszłego roku pan Maciej pomógł mężczyźnie, który obficie krwawił po upadku. Zatamował krwawienie i do czasu przyjazdu karetki pogotowia zaopiekował się poszkodowanym.

 

 

 

A w kwietniu 2016 r. kierowca autobusu linii 262 pan Arkadiusz Guenther zatrzymał wypełniony pasażerami autobus i udzielił pomocy mężczyźnie, który leżał przy drodze w kałuży krwi. Gdyby nie jego natychmiastowa reakcja, mężczyzna najprawdopodobniej wykrwawiłby się na śmierć.

 

 

Fot. G.Mehring/gdansk.pl

 

 

– Zatrzymałem autobus. Przeskoczyłem przez barierki i zobaczyłem, że mężczyzna leżał w dużej kałuży krwi. W chwili, kiedy go znalazłem, był nieprzytomny i cały czas krwawił. Próbowałem nawiązać z nim kontakt, ale bez efektu. Nie mogłem dodzwonić się na pogotowie, więc wskoczyłem do autobusu i poprosiłem jednego z pasażerów, żeby pomógł mi go podnieść, żeby tak nie krwawił. Ja tymczasem wezwałem pogotowie przez naszą centralę. Pasażerowie bardzo pozytywnie zareagowali na nieplanowany postój. Przykro mi tylko, że przede mną przejeżdżało tą trasą wiele innych samochodów i nikt się nie zatrzymał i nie wezwał karetki – relacjonuje kierowca.

 

 

Arkadiusz Guenther to kierowca z ponad 10-letnim doświadczeniem. Z wykształcenia jest elektronikiem i od kiedy pamięta, zawsze chciał być kierowcą. Zaczął już w wojsku, gdzie prowadził samochody ciężarowe. Był też kierowcą wyrzutni rakiet i karetki, ma także ukończony kurs sanitariusza.

 

 

 

Niezwykłym opanowaniem i zimną krwią wykazał się także pan Piotr Łaban, który pod koniec 2013 roku kierował miejskim autobusem w Gdańsku. Bez chwili wahania zawiózł na oddział ratunkowy pasażera, który zasłabł w pojeździe. Wielkim przegubowym autobusem, razem z pasażerami na pokładzie, zajechał pod wejście na SOR szpitala na Zaspie.