Aktualności

25 listopada 2019

Zmiennicy. W życiu i w pracy

Jak to jest być motorniczym? Za co motorniczowie lubią swoją pracę? Jakie są blaski i cienie pracy za pulpitem motorniczego? O tym opowiedzieli Magdalena i Sebastian Starosteccy. Małżeństwo gdańskich motorniczych. 25 listopada mają swoje święto. Dzień Motorniczego!

 

 

Magdalena, Sebastian i Amelia Starosteccy

 

Do tego by zostać motorniczą przekonał ją mąż. – Jakoś wcześniej nie miałam szczęścia do dobrej pracy. Do zatrudnienia w GAiT skłoniły mnie fakt stabilnego zatrudnienia i zarobki – mówi pani Magda. – Poza tym zawsze dobrze czułam się za kółkiem.

 

Pan Sebastian pracę motorniczego rozpoczął 1 września 2011 roku. Pani Magda dokładnie 3 lata później. W międzyczasie na świat przyszła ich córka Amelka. – 1 września to ważny dzień w naszym życiu. Oboje 1 września rozpoczęliśmy pracę motorniczego. 1 września na świat przyszła też nasza córka.

 

Pana Sebastiana do pracy zachęcił sąsiad-motorniczy. Jej pierwsza rozmowa o pracę nie poszła. Spróbowała rok później. Tym razem z powodzeniem – Podeszłam do rozmowy bardziej na luzie i lepiej wypadłam – wspomina pani Magda. Potem był kurs motorniczego i miesiąc jazdy z patronem.

 

Pełna koncentracja
– Jeżdżę 9 lat i nadal lubię tę pracę – mówi pan Sebastian. –  Ja będę tu pracować do emerytury – śmieje się pani Magda. Co najbardziej lubią w swojej pracy? – Sama jazda tramwajem sprawia przyjemność. Pesa Jazz Duo, linia numer „12”, zamiana kabin… – odpowiadają zgodnie. Ale stresowych sytuacji nie brakuje. – Może niektórym się wydaje, że to prosta praca, a to nieprawda. Trzeba mieć oczy dookoła głowy, pełna koncentracja przez cały czas. Właściwie nie ma dnia bez wjechania na torowisko przez nieuważnego kierowcę, czy wejścia pieszego na czerwonym. Telefon przy uchu i kompletny brak zainteresowania tym, co dzieje się na drodze. Piesi ze słuchawkami na uszach, wpatrzeni w smatfony. Niereagujący na sygnały dźwiękowe, bo jak. To bardzo niebezpieczne zachowania. Nawet, gdy ostatecznie udaje się wyjść z takiej sytuacji bez szwanku, nie dochodzi do tragedii, potem to odchorowuję – mówi pani Magda. Pan Sebastian do dziś pamięta sytuację, gdy młody chłopak z telefonem przy uchu wjechał wprost pod jego tramwaj: – Nawet nie patrzył jak skręcał, tak był zajęty rozmową. Pamiętam, że jechał nowym autem z salonu, na siedzeniach miał jeszcze folię. Szczęśliwie nic się nikomu nie stało.

 

Są też pasażerowie – tacy co mają trudniejszy dzień, albo po prostu taki, a nie inny stosunek do świata. – Trzeba ugryźć się w język, choć ktoś odzywa się do ciebie bardzo niegrzecznie, niekulturalnie – mówi pani Magda. – I mieć do tego dystans – dodaje pan Sebastian. – Powtarzam to żonie, bo ona się tym przejmuje, bierze do siebie – mówi pan Sebastian. Ale są sytuacje, gdy nie można odpuścić. – Bywa, że pasażerowie zachowują się agresywnie. Wtedy trzeba reagować. Miałem bijatykę w tramwaju. Prosiłem, żeby się uspokoili. Ostatecznie wyprosiłem z tramwaju – wspomina pan Sebastian. Pani Magda dostała kiedyś wiązankę (nie kwiatów) od pasażera, którego prosiła o zachowanie spokoju.

 

Małe gesty znaczą dużo
Jak radzą sobie ze stresem? – Muzyka. Muzyka mnie odpręża, wycisza. Dobrze prowadzi mi się z muzyką – mówi pani Magda. Pana Sebastiana uspokaja rozmowa. Życzliwa rozmowa. Z żoną, z kolegami motorniczymi. – Dobra atmosfera w pracy jest ważna. Rozmawiamy na postojach, pozdrawiamy się mijając tramwajami. Małe gesty, a znaczą dużo – podkreśla pan Sebastian. Podobnie jak: „Dzień dobry”, „Dziękuję”, „Do widzenia” od pasażera. – A miło jest je usłyszeć. I jeszcze jak ktoś się uśmiechnie… – dodają zgodnie.

 

Zmiennicy w życiu i w pracy
Są dla siebie wsparciem w życiu i w pracy. Choć w pracy głównie się mijają. Są swoimi zmiennikami. Jedno przekazuje tramwaj drugiemu. – Tak ustawiony mamy grafik od samego początku. Ja pracuję na poranną zmianę. Zaczynam ok. 3.00 lub 4.00. Mąż na zmianę popołudniową. Gdy zaczynałam pracę nasze dziecko było jeszcze bardzo małe. Wtedy mąż na podmiany przyjeżdżał z wózkiem. Teraz mąż zawozi dziecko do szkoły, ja odbieram – mówi pani Magda.

 

Choć już blisko 1/3 motorniczych GAiT to kobiety, kobieta-motornicza wciąż robi wrażenie. – Najpierw jest niedowierzanie, potem słowa uznania – mówi pani Magda. Dumna z mamy jest także jej siedmioletnia córka, która nalega by mama przyszła do szkoły i opowiedziała jej klasie, czym się zajmuje.

 

Ale tramwaje to nie tylko motorniczowie. Nad bezpieczeństwem pasażerów i dobrym stanem technicznym taboru czuwają także pracownicy zaplecza technicznego. To także ich święto.

 

Drogie Panie Motornicze i Drodzy Panowie Motorniczowie, a także cała załogo, bez której gdańskie tramwaje nie dałyby sobie rady, z okazji Waszego święta życzymy Wam wszystkim dobrej atmosfery w pracy, jak najlepszych relacji z pasażerami oraz jak najmniej stresujących sytuacji!

Wszystkiego dobrego!